Kościół wobec pandemii – w świecie, Niderlandach i w Polsce

Opis wydarzeń wywołanych pandemią na świecie mamy podany na bieżąco w serwisach informacyjnych. Spróbujmy uzupełnić ten obraz spojrzeniem na sytuację Kościoła:

  1. Ten szok był potrzebny i może prowadzić do zwrotu w kierunku rzeczywistej odnowy.

    Od szeregu lat po Soborze Watykańskim II pomimo wysiłków papieży i wielu wiernych trwa proces destrukcji Kościoła powodowany utratą wiary w żywą i rzeczywistą obecność Jezusa Chrystusa w Najświętszym Sakramencie. Skupiono się na prywatnej satysfakcji jaką można mieć bądź nie mieć z uczestnictwa w liturgii która coraz bardziej stawała się tylko socjalnym wydarzeniem według ludzkiego pomysłu. Podobnie Kościół przestał być dla wielu tajemnicą Ciała Chrystusa a stał się organizacją którą można dowolnie kształtować na wzór świecki. Człowiek nawet formalnie ochrzczony ale zwrócony bez ograniczeń frontem do świata wprowadził do Kościoła i jego liturgii zmiany które nie oznaczały odnowy wiary lecz jej faktyczną utratę na rzecz chęci korzystania z rozkoszy życia doczesnego. Oczywiście bawienie się sakramentami nie na długo zaspokaja takie oczekiwania więc szybko znaleziono sobie mocniejsze zmysłowe satysfakcje. Opuszczono miejsca kultu które przestały być dla współczesnych miejscami świętymi a następnie przestały też bawić znudzonych. Najświętsza Ofiara Krzyża Chrystusa, Msza Święta, stała się ponownie „głupstwem dla pogan” (1Kor1,23) w Europie. Ten proces postępował w krajach zachodnich wręcz rewolucyjnie (niestety jaskrawym przykładem jest tu Holandia ale nie tylko) albo nieco wolniej jak w naszej ojczyźnie, hamowany ozdrowieńczym wpływem prawidłowego duszpasterstwa.

    Wydaje się, że nadszedł wyraźny znak Boży kresu tej zabawy w Kościół. Chrystus przypomniał wszystkim, że jest jego twórcą i ma w nim pierwsze i ostatnie słowo. Może zabrać swoim dzieciom liturgię którą ustanowił dla ich uświęcenia, nie zabawy. Obrazem tego działania jest ostatnio pusty plac św. Piotra z samotnym i bezradnym papieżem, kościoły bez Eucharystii, trwoga narodów. Jeszcze przed chwilą wydawało się, że Kościół pójdzie drogą dalszego pomieszania pojęć, bez wyraźnego obrazu Boga (Jezus w towarzystwie Pachamamy itp.) jedności moralnej (zwłaszcza w dziedzinie płodności i małżeństwa) dyscypliny duchownych (próby zniesienia celibatu kapłańskiego w Amazonii a następnie w Niemczech). I wtedy przyszedł grom z jasnego nieba który zapalił oczyszczający ogień Ducha św. Ponieważ Kościół nie przestał być Mistycznym Ciałem Chrystusa dlatego jego żywe członki cierpią wespół z chorymi tak jak w każdym żywym organizmie. Brak Mszy św boli nas bardzo ale dostrzegamy w tym Boska próbę ratowania tych którzy już dawno zagubili jej właściwy sens.

  2. Kryzys Kościoła w Niderlandach trwa nie od dzisiaj więc nie dziwimy się jego obecnej słabości. Biskupi świadomi są, jak sądzę, że nie znajdą szerszego poparcia w społeczeństwie by bronić teraz możliwości ograniczonego chociażby udziału wiernych we Mszy św. więc przystali bardzo szybko na rozwiązania narzucone im przez laickie państwo. Skutecznie przeciwstawiać się mogłyby tylko rzesze katolików których brak. Dodatkowo resztki wiernych w podeszłym wieku przychodzą często do kościoła bardziej ze względów socjalnych niż dla osobistego przeżycia religijnego którego głębia została im już dawno odebrana m.in. ze względu na banalizację duszpasterstwa. Doprawdy nie chcę oceniać nikogo indywidualnie (od tego jest Bóg) ale prosta obserwacja życiowych zachowań pozwala przypuszczać, że gdyby zabrać tym ludziom jeszcze możliwość towarzyskiego spotkania w grupie i rozstawić w bezpiecznej odległości od siebie w kościele, byliby w większości zdezorientowani po co tam są. Przejaskrawiam, ale trudno też naiwnie nie dostrzegać skutków życiowego opuszczenia i samotności przed którą chronią się w kościele ci biedni ludzie. Dlatego biskupi holenderscy choć z ciężkim sercem ale jednomyślnie zgodzili się odciąć wiernym dostęp do Najświętszego Sakramentu, oficjalnie broniąc się w ten sposób przed publicznymi zarzutami stwarzania ognisk zapalnych epidemii ale będąc też świadomymi, że głębszy wymiar uczestnictwa w Najświętszej Ofierze nie jest dla wielu przedmiotem zasadniczej wagi. Dowodem tej tezy może być wymowny fakt, że chociaż obecnie zakazano nawet udzielania Komunii św. ze względu na zbyt małą odległość pomiędzy kapłanem a wiernym to nie widziano potrzeby takiej prewencji przy spowiedzi św czyli w przypadku sakramentu decydującego o głębi osobistego nawrócenia i poważnego podejścia do uczestnictwa w katolickiej liturgii. Po prostu od lat nikt się o to w tutejszych realiach nie stara za obopólną zgodą wiernych i duszpasterzy chociaż bez tej zgody ze strony Stolicy Apostolskiej. Ten stan rzeczy musiał prowadzić do całkowitej kapitulacji wobec świeckich żądań w godzinie próby jak to jest obecnie. Jako Parafia Polska jesteśmy częścią kościoła lokalnego, żywą i mocną w wierze, musimy się wszakże dostosować do polecenia biskupów i modlić się za nich bo dźwigają wielką odpowiedzialność.

    Nie łudźmy się przy tym, że troska o dobro i bezpieczeństwo wszystkich ludzi jest jedynym motywem działań krajów europejskich skoro również w Niderlandach rząd za priorytetowe w obecnej sytuacji medycznej uznaje zapewnienie ciągłości funkcjonowania klinik aborcyjnych. Czy Europejczycy w obawie o własne życie będą tylko zakazywać tego co duchowe czy też najpierw sami przestaną zabijać?

  3. Obserwując wydarzenia w Polsce widzimy ten sam szok wywołany epidemią i nagłym pozbawieniem szerokich rzesz wiernych możliwości uczestnictwa w Mszy św. Wprawdzie ze strony państwa zauważa się zdecydowanie większy szacunek dla ludzi wierzących jednak i tutaj refleksja nad tym bezprecedensowym w 1050 letniej historii kraju zakazem nie jest pogłębiona. Zbyt łatwo skreśla się uczestnictwo w liturgii wobec innych podstawowych potrzeb człowieka jak wyżywienie czy komunikacja. Dla kościołów obostrzenia są radykalne i pilnie egzekwowane natomiast w autobusach i sklepach przyzwala się na działanie staropolskiej zasady „jakoś to będzie” bez należnej kontroli. Jest to rażąca niekonsekwencja pod naciskiem coraz bardziej zsekularyzowanego społeczeństwa które dziwnym trafem bardziej boi się zakażenia ze strony szeroko rozstawionych w kościołach wiernych niż od ludzkiej ciżby w sklepie. Zapewne gra tu rolę inny strach na który jakoby lekarstwem ma być zapewnienie nieumniejszonej konsumpcji, natomiast trwogę budzi trzeźwe spojrzenie na życie i śmierć w ciszy kościoła sam na sam z Bogiem. Gdyby pan minister zdrowia wiedział co bardziej służy ludzkiej odporności i woli walki (której wciąż Polakom nie brak) zatroszczyłby się konkretnie o wsparcie psychiczne swoich podopiecznych. Bardziej jednak dziwi w tym wszystkim brak reakcji i jasnej wykładni tej prawdy ze strony odpowiedzialnych duchownych. Czy znajdzie się w szeregach biskupich osobowość choćby w części na miarę kard. Wyszyńskiego zdolna poprowadzić polski lud wierny w tym trudnym czasie?

    Dokonane zawierzenie ojczyzny Matce Bożej to potężna obrona, możemy być pewni. Jednak na co dzień bez liderów duchowych ludzie łatwo ulegają złudzeniom w sprawach wiary: np. transmisja Mszy św przez telewizję jest bardzo pomocna ale tak się ma do uczestnictwa w niej jak kontakt z rodziną przez media społecznościowe do zasiadania z bliskimi przy jednym stole. Nie zapominajmy, że Eucharystia jest realną ucztą którą nie nasycimy się oglądając jedynie jej zdjęcie. Chrystus zostawił nam nie tylko łączność duchową przez działanie Ducha św ale najpierw posiadając jeszcze nasze śmiertelne ciało ustanowił je naszym pokarmem, konkretnym i materialnym, wiedząc czego potrzeba nam do zbawienia duszy i zmartwychwstania ciała: „kto spożywa moje ciało i pije moją krew ma życie wieczne a ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym”. Dlatego przeżywanie Mszy św. ma być fizycznym w niej uczestnictwem a nie oglądaniem obrazu. Owszem, Bóg może skutki duchowe swojej ofiary udzielić nam nawet bez materii Ciała i Krwi swojej ale my nie możemy tego sami uczynić według naszej woli. To On dysponuje swoim Ciałem, nie my. Jeżeli Pan nasz odebrał nam teraz możliwość fizycznego kontaktu ze sobą w sakramencie Ofiary Krzyżowej to możemy Go tylko prosić o wylanie na nas jej owoców a nie zamówić ich dostawę przez internet.

    Zdaje się, że pochopne twierdzenia pana ministra (skądinąd wspaniałego człowieka) w tej materii odpowiadają niestety złudzeniom wielu wiernych. „Bóg jest wszędzie” chętnie powtarzają sobie i spieszą się zadowoleni do swoich spraw, skwapliwie przy tym omijając kościoły jakby były miejscami gdzie przebywa On raz do roku albo wcale. Podobnie „wirus jest wszędzie” ale najbardziej w kościołach a najmniej w moim domu i w autobusie którym jadę. Miejsca uświęcone wyjątkową i nie do zastąpienia obecnością Jezusa w Najświętszym Sakramencie są szczególnym zagrożeniem dla zdrowia społecznego podczas gdy sklepy nie budzą większego przerażenia. Te naiwności byłyby nawet śmieszne gdyby nie odkrywały gorszych jeszcze spraw duszy – gniewu na Boga o utracone bezpieczeństwo i zachłanną konsumpcję. Tacy ludzie z zawiścią patrzą na otwarte jeszcze kościoły podczas gdy ich świątynie – dyskoteki i galerie – są już zamknięte. Wspólne przeżywanie liturgii kojarzy im się wyłącznie z jakąś formą konsumpcji jak w barze czy kinie więc po sprawiedliwości powinno być teraz zabronione. Kiedy jednak los przyciśnie wszystkich mocniej i zawiodą ludzkie rachuby ratunku wtedy być może będą szukać pomocy tych, dla których liturgia nie jest towarem z półki ale spotkaniem ze Zmartwychwstałym.

    Polacy powinni zdać sobie obecnie sprawę, że stoją przed wyzwaniem na miarę wojny i okupacji którą przeżyli tylko dzięki sile duchowej czerpanej z wiary bądź przynajmniej z szacunku do niej. Wywożeni w nieznane, zabijani i więzieni nie mieli możliwości życia sakramentalnego ale bardzo za nim tęsknili i to była ich komunia duchowa z cierpiącym Chrystusem. Nie zatracili świętości liturgii której ich pozbawiono. Kapłani polscy towarzyszyli im na wszystkich frontach tej narodowej drogi krzyżowej dając wspaniałe świadectwo życia i męczeństwa. Gdzie to było możliwe składali Najświętszą Ofiarę przy udziale wiernych nawet pośród bezpośredniego zagrożenia życia jak w Powstaniu Warszawskim, a dla wszystkich było jasne, że to jest siła większa niż przemoc wroga. Lęk przed śmiercią ustępował przy słowach sakramentalnego rozgrzeszenia i pod fizycznym dotykiem Boga w Komunii św. Chrystus, który sam przeżył trwogę konania wie, jaki dar jest człowiekowi potrzebny w godzinie próby i taki swojemu Kościołowi zostawił: materialną, cielesną obecność a nie tylko symboliczną w myślach czy na obrazku. Jeśli zlekceważymy Go w realnej sakramentalnej postaci w chwili walki to nie wrócimy do Niego gdy nadejdzie pokój.

    Uwaga do włodarzy państwowych: miłość nakazuje chronić bliźniego od chorób nie tylko ciała ale też i duszy czemu powinny służyć roztropne i dalekowzroczne zarządzenia; obecny polski rząd stać na to (wyróżnia się zresztą pozytywnie na tle europejskiego chaosu) więc módlmy się w tej sprawie.

    Oczywiście zagrożenie jest wielkie i trzeba uważać bardzo również w miejscach kultu, to jasne. Sam nie lekceważę zaleceń sanitarnych ale proszę o uwzględnienie równie ważnych duchowych. Tymczasem módlmy się w rodzinach o nawrócenie własne i świata, ustanie epidemii i pokorniejsze niż do tej pory planowanie życia przez uznanie prymatu Boga i Jego zasad.

Podsumowując te refleksje wypada pochylić nisko głowę przed Panem życia i śmierci który, czy to wskutek ludzkich działań czy bez nich, sprawił swym dzieciom na ziemi ogólnoświatowe rekolekcje zatrzymując bieg historii. Ma do tego prawo bo jest Zbawicielem świata, na krzyżu dał życie swoje za nas. Bóg nawet jeśli musi ukarać to zawsze miłuje dlatego patrzmy na rozwój wypadków bez lęku o nasze krótkie życie ale z troską o wieczne zbawienie wszystkich. Jest to czas pokuty i nawrócenia i podpowiedzmy to tym, którzy jeszcze nie zdają sobie sprawy z rzeczywistego przesłania wydarzeń w których uczestniczą.

ks. Bartłomiej

PS.: możliwość świętowania Wielkiego Tygodnia i Wielkanocy nie rysuje się najlepiej. Polecajmy tę sprawę w szczerych modlitwach i nie dajmy się rozproszyć! Jezu ufam Tobie!

 

 

 

Comments are closed.